Św. Wincenty Pallotti i rzymska Oktawa Epifanii PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ks. Andrzej Kaim SAC   

Okrawa Epifanii22 stycznia 1850 r. zmarł w Rzymie ks. Wincenty Pallotti, już za życia uważany za świętego. Odszedł z przeziębienia i fizycznego wyczerpania, niedługo po zakończeniu organizowanej w Rzymie Oktawy Objawienia Pańskiego, wówczas zwanej świętem Trzech Króli, dzisiaj uroczystością Epifanii. Były to ostatnie uroczystości w jego ziemskim życiu. Od 1836 r. uroczystości całkowicie go pochłaniały, odbywały się pod jego kierunkiem i z jego udziałem. Były też wyrazem i esencją idei jego życia. Dla tej idei poświęcił całego siebie i własne życie. Znalazło to zrozumienie w dekrecie kanonizacyjnym. Dzień jego śmierci uwieczniono w kalendarzu liturgicznym, jako dzień jego narodzin dla nieba.

I. Tajemnica Epifanii w życiu i śmierci św. Wincentego Pallottiego

Przedziwna spójność życiowej pasji św. Wincentego Pallottiego, Apostoła Rzymu i jego śmierci zasługuje na szczególną uwagę i sama przez się nasuwa temat: „Tajemnica Epifanii w życiu i śmierci św. Wincentego Pallottiego”. Tak pierwotnie miał brzmieć tytuł niniejszej refleksji. Jednak w świetle zebranego materiału pojawiły się nieoczekiwane trudności, bardziej natury merytorycznej. Wszak to temat dotyczący bardziej idei, niż historii, raczej historii idei z XIX w. Tytuł sugeruje opis rzeczywistości historycznej, związanej z ideą apostolską gorliwego rzymskiego księdza z I poł. XIX w., założyciela ruchu w ówczesnym Kościele, zwanym Apostolatem Katolickim (Apostolato Cattolico).

Okrawa EpifaniiJednak, owego historycznego „Apostoła Rzymu”, już współcześnie ogłoszono świętym - „Założycielem” Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego. Instytucji istniejącej w Kościele, która mieni się dziedzicem jego idei, tradycji i charyzmatu. Z tego względu zarysowany problem domaga się szerszej perspektywy historycznej, od Pallottiego po czasy współczesne. Wstępnie oszacowany bilans rangi i miejsca tajemnicy Epifanii w idei życia Pallottiego i we współczesnej świadomości Stowarzyszenia, wypada niekorzystnie dla tej instytucji. Te dwie rzeczywistości są niespójne pod względem ciągłości ideowej. Sprawa jest o tyle ważna, że dotyka tajemnicy Epifanii, która legła u samych podstaw idei apostolskiej, była jej warstwą fundamentalną i teologicznym źródeł duchowości apostolskiej.

Późniejsze losy Rzymskiej Oktawy Epifanii i stosunek do niej Stowarzyszenia, zwłaszcza w okresie soborowej odnowy ujawniają cechy postępującego procesu odchodzenia od źródeł odziedziczonego charyzmatu. Paradoksalnie, proces ten osiąga swoje apogeum po kanonizacji Założyciela. Dalsze wysiłki zmierzające do określenia apostolskiej tożsamości stanowią odrębną historię w najnowszej historii Stowarzyszenia i wydają się drogą do nikąd. Stąd próba podjęcia tematu, ale z uwzględnieniem wyżej wspomnianej problematyki. Dotyczy ona głównie strony ideowej a wynika ze stosunku Stowarzyszenia do źródeł charyzmatu swego Założyciela. Przejawia się to głównie w decyzjach podejmowanych na poziomie życia duchowego i liturgicznego Stowarzyszenia.

Nowy tytuł nie tyle jest prowokacją, co postulatem o właściwe miejsca Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickie w charyzmacie św. Wincentego Pallottiego. Jest omówieniem wysiłku całych pokoleń pallotynów, które, w zmieniających się warunkach historycznych i teologicznych, szukało tego, co jest najbliższe intencjom samego Założyciela. Szczególnie cenne są osiągnięcia tych współbraci, którzy nie ulegli historycznemu sentymentalizmowi, ani nie dali się uwieść powabom nowości, ale  - z wiarą, która widzi więcej, z nadzieją, która widzi głębiej i miłością, która widzi inaczej – zgłębiali tajemnice pallotyńskiego charyzmatu. Dzięki nim, w meandrach historii Stowarzyszenia, możemy odnaleźć przykłady żywego zainteresowania rzymską tradycją Oktawy Epifanii o różnym charakterze i na wielu poziomach pallotyńskiego życia. Niektóre zdają się przemawiać na korzyść tezy o ciągłości ideowej Stowarzyszenia z charyzmatem Założyciela, inne mobilizują do jej głębszego udowodnienia. Łącznie, zainteresowania zarówno zwolenników zachowania starej tradycji Oktawy Epifanii, jak i jej reformatorów, są wyrazem głębokiego pragnienia zachowania i kontynuacji apostolskiego charyzmatu, w duchu św. Wincentego Pallottiego.

Pozostała pamięć o rzymskich obchodach Oktawy Epifanii. Znamy ją z zachowanych opisów. Łatwo ją zrekonstruować i szczegółowo omówić. Trudniej doszukać się informacji o bezpośrednich źródłach, które posłużyły samemu Pallottiemu do nadania obchodom Epifanii swoistego wyrazu. Próżno szukać bezpośrednich odniesień w jego pismach, które na ogół są zapisem odnoszącym się głównie do idei apostolskich w Kościele jego czasów, wprawdzie wyrosłych na gruncie refleksji nad misterium Objawienia Pańskiego, ale wyrażonych językiem apostolskiej praxis, głównie językiem mistyki. Nic dziwnego, że nikłość śladów epifanijnej duchowości, która legła u podstaw duchowości apostolskiej, a wyraziła się w rzymskiej Oktawie Epifanii, sprzyja opisom jej specyfiki na podstawie mistycznych pism Pallottiego. W tym przypadku, istotnie, tajemnica Objawienia Pańskiego traci jakąkolwiek wartość teologiczną dla rozumienia charyzmatu apostolskiego w Kościele, a sama rzymska Oktawa Epifanii pozostaje marginalnym wydarzeniem w życiu Pallottiego, który bez oporów można pominąć. Za to przyczyny jego śmierci popularna hagiografia „wzmacnia” heroicznością „Apostoła i Mistyka”, dodając opowieść o kapłanie-spowiedniku i płaszczu ofiarowanym biedakowi, rodem ze średniowiecznych schematów świętości. Deprecjonuje się w ten sposób zarówno rangę nadaną świętu przez Pallottiego, jak i postać samego Założyciela. Nie zapominajmy, że był on wówczas postać niezwykle wpływową w papieskim Rzymie. Papież Pius IX nie „zaszczycał” swoją obecnością uroczystości organizowanej przez Pallottiego dla dodania jej większego splendoru. Pojawiał się tam głównie dlatego, że Pallotti organizował ją w imieniu papieża i dla papieskiego Kościoła Rzymu. Wówczas jeszcze cały Rzym był jedną wielką papieską stolicą.

Rzymska Oktawa Epifanii pozostaje jedynym i najbardziej wymownym świadectwem potwierdzającym jego heroiczne życie, dopełnione śmiercią dla idei apostolskiej w Kościele i dla Kościoła. Ma ona swoje źródło w duchowości na wskroś epifanijnej, wyrosłej ze specyficznego odczytania tajemnicy Objawienia Pańskiego i wyrażonej w uroczystej Oktawie Epifanii. Ma też swoje uogólnienie w idei powszechnego apostolstwa w Kościele. Pierwotna i kultywowana w Kościele chaldejskim idea epifanijnego posłannictwa, która wyrasta z tajemnicy Objawienia Pańskiego ma swoje bezpośrednie przełożenie w idei powszechnego apostolstwa. Obie idee wyrastają z tej samej tajemnicy Objawienia się Chrystusa światu i mają wspólną wymowę teologiczną w łącznej celebracji trzech tajemnic: Pokłonu Mędrców, Chrztu Chrystusa w Jordanie i Pierwszego Cudu Chrystusa w Kanie Galilejskiej. Pallotti posiadł tę tajemnicę od przedstawicieli chrześcijańskiego Wschodu i uczynił ją uroczystością całego Kościoła i ideą swego życia. Z tego źródła wyrosła jego późniejsza mistyka i idea powszechnego apostolstwa. Jednak i tego wątku nie da się bezpośrednio wyczytać z jego pism, które ze swej natury nie są zapisem historycznym, ale mistycznym.

Z pomocą przychodzi sam Sobór, który w badaniach nad teologiczną przeszłością sugeruje odejście od tradycyjnej metody dedukcyjnej, prowadzącej do abstrakcji i radykalnego zubożenia przesłania chrześcijańskiego. Zachęca do stosowania metody indukcyjnej, z akceptacją historii. Bowiem chrześcijaństwo „żyje” i „oddycha” w historii. Historia poddana analizie krytycznej, odsłania znaczenie historycznych przełomów w kategorii kairosu i ukazuje, że Kościół, historia i człowiek „oddycha” mową Ducha Świętego.

Niewątpliwie dla Pallottiego takim kairosem była akcja związana z drukiem książeczki w języku arabskim dla katolików wschodnich, o której zaledwie wspomina. Stała się ona przyczynkiem do powołania w 1835 r. Apostolatu Katolickiego w całym Kościele. Czy poddana wnikliwej analizie rzymska idea Oktawy Epifanii okaże się dla Stowarzyszenia historycznym przełomem i mową Ducha Świętego, którą na co dzień „oddychał” Pallotti?

Takie są najskrytsze oczekiwania. Jednak droga wydaje się daleka. Proces soborowej odnowy nadał nowy rys duchowości, również i strukturom Stowarzyszenia. W najnowszej, posoborowej historii widoczne są pewne epifanijne wątki, które domagają się uwzględnienia w debacie o charyzmacie apostolskim Stowarzyszenia. Debata nie została zakończona. Ona wciąż trwa i wpisuje się w historyczny ciąg posoborowej dyskusji o specyfice pallotyńskiej tradycji. Stąd konieczność jej uwzględnienia w perspektywie najnowszej historii: „Oktawa Epifanii w świetle posoborowej odnowy”. Zarówno dla jej zwolenników, jak i przeciwników punktem odniesienia pozostaje charyzmat Założyciela, który wzrastał i dojrzewał w świetle tajemnicy Objawienia Pańskiego. Problem domaga się zwrócenia baczniejszej uwagi nie tyle na historię, co na wymowę teologiczną samego święta. Stąd pomysł omówienia problemu w perspektywie teologicznej: „Charyzmat apostolski w blasku misterium Objawienia Pańskiego”. Pewną szansą bezpośredniego powrotu do źródeł, z których korzystał Pallotti są współcześni katolicy chaldejscy. Ich sytuacja niewiele się zmieniła. Do złudzenia przypomina tę z czasów Pallottiego. Pozostały elementy żywej tradycji, która wbrew pozorom wciąż trwa i wciąż pozostaje szansą dla głębszego pochylenia się nad pallotyńskim dziedzictwem ukrytym w głębi charyzmatu Założyciela. W podejmowaniu starych tematów w świetle nowych wyzwań nieocenioną wartością może okazać się współczesny chaldejski Wschód.

II. Oktawa Epifania w świetle posoborowej odnowy Stowarzyszenia

Oktawa EpifaniiKanonizacja, która miała miejsce w czasie trwania Soboru Watykańskiego II symbolizuje pewien przełom w najnowszej historii Stowarzyszenia. Czas i postać kanonizacji „prekursora” tego Soboru sprzyjały nie tyle pogłębieniu, co ułatwieniu dostosowaniu się Stowarzyszenia do soborowego programu aggiornamento. Prekursorskie walory charyzmatu Założyciela, które podkreśla dekret kanonizacyjny, sugerowały ich kontynuację w charyzmacie Stowarzyszenia. Stąd, proces soborowej odnowy był ułatwiony. Dokonał się głównie na poziomie intelektualnym. Wystarczyło główne tezy odpowiednio wyeksponować, dopełnić i wyrazić za pomocą języka i kategorii właściwych duchowi Vaticanum II. Fakt kanonizacji Założyciela nie tylko był ułatwieniem w tym procesie, ale koronnym argumentem potwierdzającym tezę, że to wszystko, co było przedtem w pallotyńskiej tradycji, było „antycypacją” tego, co jest i co powinno być w posoborowym Kościele. Oczywiście, z mocnym przekonaniem o ciągłości rozwojowej Stowarzyszenia z dziełem i charyzmatem św. Wincentego Pallottiego. To przekonanie jednoczyło w procesie soborowej odnowy dwie skrajne tendencje i postawy: „tradycjonalistów”, przywiązanych do pallotyńskiej tradycji Pobożnego Stowarzyszenia Misyjnego i „soborowców”, zaangażowanych w proces renovatio accomodata pallotyńskiej tradycji i odnowionych struktur Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego.

Swoiście rozumianemu procesowi odnowy zewnętrznych struktur Stowarzyszenia towarzyszyły wewnętrzne procesy poszukiwania własnej tożsamości pallotyńskiej i specyficznej duchowości apostolskiej. Jest paradoksem, że po kanonizacji Apostoła Rzymu, zrezygnowano z pallotyńskiej tradycji obchodów Oktawy Epifanii, na rzecz włączenia się w ogólnokościelne obchody Oktawy Modlitw o Jedność Chrześcijan, które przypadają w okresie 18-25 stycznia. W tym samym czasie obchodzona jest uroczystość ku czci św. Wincentego Pallottiego, również „prekursora” ekumenizmu. Pozostaje wciąż otwartą kwestią: na ile Pallotti był prekursorem ekumenizmu? Czy ten tytuł wyczerpuje bogactwo jego charyzmatu „jednoczącego” Kościół?

Istotnie, w jego czasach częste były przypadki konwersji na katolicyzm. Modlono się również o nawrócenie do Kościoła pogan, heretyków i schizmatyków. Zwłaszcza, że już w czasie obchodów pierwszej Oktawy Epifanii w 1836 r. na katolicyzm przeszedł niemiecki protestant Józef Kerner. Podstawą do późniejszego uznania Pallottiego za prekursora ekumenizmu była jego modlitwa o jedność Kościoła, jako jednej owczarni pod jednym pasterzem. Istotnie, Pallotti mówił także o jedności, która dokona się „nie na drogach naszych, ale na drogach Bożych”. Ten aspekt wrażliwości bardziej mistycznej, aniżeli zgodnej z współczesną mu i dzisiejszą teologią, zasługuje na szczególną uwagę.

Jeżeli już chcielibyśmy szukać analogii dla jego charyzmatu apostolskiego z teologią Vaticanum II, to bardziej odpowiednia jest soborowa idea dialogu w Kościele ad intra. Mówi ona o potrzebie wewnętrznego dialogu w procesie odnowy i ożywienia całego Kościoła. Sobór postrzega ruch ekumeniczny, jako signum temporis i powiew Ducha Świętego „wśród chrześcijan odłączonych”, akceptuje go i deklaruje swoje zaangażowanie. Zaś ekumenizm uważa za jeden z elementów dialogu Kościoła ad extra i znak otwarcia na szeroko rozumiany świat. Wyzwaniem dla Soboru był rozwijający się ruch ekumeniczny, głównie w kręgach protestanckich. Sobór podjął je, jako wezwanie Kościoła do szeroko rozumianego dialogu. Jest to całkowite novum w Kościele i nie ma ono analogii w jego wcześniejszej doktrynie i tradycji.

We współczesnej teologii Kościół coraz chętnie odwołuje się do specyficznego rozumienia pojęcia „ekumenizm”. Rozumie je, jako stałe przyzywanie Ducha Świętego, by doprowadził nas do nowej świadomości pierwotnego Objawienia i prowadził ku przyszłości, którą przygotowuje nam Bóg (por. IV Raport WGR, 1975, 1a). Zaś samo pojęcie ekumenizmu (oikoumene) bardziej utożsamia z Boską ekonomią wobec całego stworzenia (oikonomia). Możliwość jej odczytania dokonuje się w analizie tajemnicy objawiającego się Boga światu, ludziom i Kościołowi. W tej na wskroś „epifanijnej” teologii upatruje szans na ożywienie dialogu w Kościele i pomyślność zaangażowania ekumenicznego Kościoła.

W fascynacji soborem gdzieś umknęła uwadze intencja i pragnienie samego Założyciela, aby tajemnica Chrystusowej Epifanii była celebrowana w Rzymie i w całej społeczności Katolickiego Apostolatu, jako sztandarowe święto ludzi ogarniętych ideą apostolstwa. W dalszej perspektywie i zamyśle Pallottiego miało stać się ono świętem całego Kościoła powszechnego. Docelowo miało być obchodzone wszędzie i na każdym miejscu katolickiego świata. Miało być ilustracją i manifestacją tego, czym Kościół jest i jaki być powinien. Tej idei oddał się całkowicie i ze wszystkich sił. Nie oszczędzał siebie. Dla tej idei narażał zdrowie i ostatecznie przypłacił to życiem. W wyniku swoiście rozumianego procesu odnowy Stowarzyszenia, gdzieś zniknęło z pola zainteresowania specyficznie pallotyńskie święto. W jego miejsce pojawiła się uroczystość ku czci św. Wincentego Pallottiego - założyciela Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego. Pojawiła się nowa tradycja z uroczystością „ku czci Założyciela”, ale już obchodzona inaczej.

Przez ten fakt, który jest jakimś wielkim nieporozumieniem oddzielono idee apostolskie od ich teologicznego źródła, którym, w rozumieniu Pallottiego była tajemnica Objawienia Pańskiego. To prawda, że Uroczystość Epifanii nie całkiem zniknęła z pallotyńskiego kalendarza. Jest jednym z trzech świąt Stowarzyszenia. Ale też jest prawdą, że jest uroczystością obchodzoną w całym posoborowym Kościele. Czyżby celem soborowej odnowy Stowarzyszenia miało być całkowite utożsamienie się z posoborowym Kościołem? Widać to ewidentnie na przykładzie wspomnianej już rezygnacji z Oktawy Epifanii na rzecz Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan. Prawdopodobnie tak samo ma się rzecz z postrzeganiem Epifanii w kalendarzu liturgicznym Kościoła. Czy postulat powrotu do źródeł charyzmatu polega na ograniczeniu się do charyzmatycznej postaci Założyciela? W tym sensie zrozumiałe są wysiłki zmierzające do umieszczenia św. Wincentego Pallottiego w kalendarzu całego Kościoła.

Wobec skrajnych tendencji, występujących w procesie odnowy charyzmatu na płaszczyźnie życia liturgicznego i duchowego w Stowarzyszenia, a objawiających się w promowaniu postaci Założyciela, przy równoczesnym redukcjonizmie odziedziczonej po Założycielu duchowej tradycji w Stowarzyszeniu, rodzi się zasadnicze pytanie: co jest źródłem charyzmatu w Kościele: charyzmatyk czy tajemnica? Czyżby uznana przez Kościół ponadczasowa doniosłość charyzmatu apostolskiego w Kościele, tego XIX-wiecznego Apostoła Rzymu, miała wartość ograniczoną, doraźną i utylitarną, zdolną tylko do legitymizacji struktur Stowarzyszenia w Kościele i służącą jedynie wzmocnieniu poczuciu komfortu duchowego pallotynów w nowych czasach?

Niewątpliwie, pewnym sukcesem było dostosowanie Stowarzyszenia do wyzwań ostatniego soboru. Z tym, że punktem wyjścia odnowy nie był historycznie ukształtowany charyzmat Pallottiego w Stowarzyszeniu, ale historyczne struktury Stowarzyszenia. Ich pochodzenie wprost od Pallottiego potwierdzał tytuł świętego, jako „Założyciela”. Nadano im nowy sens ideowy w świetle nauki Soboru Watykańskiego II. Stało się tak dzięki sprzymierzonym wysiłkom zarówno pallotyńskich „tradycjonalistów”, jak i „soborowców”. Dla jednych i dla drugich punktem wyjścia był i pozostaje „prekursorski” rys charyzmatu Założyciela, zwykle utożsamiany z soborową teologią Kościoła. Ten nurt zdominował dalsze poszukiwania pallotyńskiej tożsamości i próby opisania charyzmatu apostolskiego. Istnieją uzasadnione obawy, że jeżeli już wszystko kiedyś zostanie ustalone, zabraknie tych, którzy takie wyzwania podejmą.

Może w tej sytuacji lepiej zapytać o miejsce Stowarzyszenia w charyzmacie apostolskim św. Wincentego Pallottiego. Pewnym tropem dla zrozumienia więzi duchowej Stowarzyszenia z charyzmatem Założyciela jest rzymska Oktawa Epifanii. Tym bardziej, że obok głosów za jej przywróceniem, pojawiają się liczne inicjatywy oddolne samych wiernych, zwłaszcza w krajach latynoskich, gdzie samoistnie ukształtowała się lokalna epifanijna tradycja. Nasi misjonarze postrzegają ją jako „znak czasu” i prawdziwy dar niebios dla pallotyńskich misji. Tendencje te również na nowo odżywają w poszukiwaniu głębi apostolskiej tożsamości u nowego pokolenia pallotynów.

Wobec nowych zjawisk, jak i starych problemów wynikających z całego splotu dziejowych i ideowych zawiłości, które tworzą samoistną historię idei w Stowarzyszeniu, może warto sięgnąć wprost do tych wątków i uwarunkowań, które miały bezpośredni wpływ na specyfikę charyzmatu Założyciela. Można to uczynić przy założeniu, że charyzmat, mimo że rodzi się w historii, w przeciwieństwie do zmieniających się koncepcji teologicznych, ma wartość ponadczasową i należy do stałych dóbr Kościoła. W tym sensie dzieło pallotyńskich „tradycjonalistów” i „soborowców” nijak się ma do idei, która na zawsze pozostanie tajemnicą i źródłem charyzmatu, ale także szansą i wyzwaniem dla kolejnych pokoleń. W tym kontekście powstaje nieśmiałe pytanie: czy dzisiaj, jak niegdyś dla Pallottiego, tajemnica Epifanii może okazać się źródłem apostolskiej inspiracji w Kościele?

Prawdą jest, że już za życia Pallottiego, w zależności od kościelnych wymogów i z konieczności, jego idea Katolickiego Apostolatu przyjmowała różne formy i struktury. Ostatecznie, ich trwałość i ideową ciągłość zawdzięczamy specyficznej sprawności niemieckich współbraci, pełniących rolę lidera i stróża pallotyńskiego charyzmatu. Ich umiejętności dostosowania apostolskiego charyzmatu do zmieniających się warunków w Kościele zawdzięczamy stworzone po Vaticanum I struktury Pobożnego Stowarzyszenia Misyjnego i odnowę Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego w okresie po Vaticanum II. Symbolicznym ukoronowaniem ich wysiłków była kanonizacja Założyciela w czasie trwania Soboru. Jednocześnie trwał wewnętrzny spór wśród pallotynów „domu niemieckiego” o charyzmat apostolski. Ostatecznie, spór zakończył się rozłamem w Stowarzyszeniu. Radykalna część przeciwników zachowania starych, dostosowanych do wymogów Kościoła epoki Soboru Watykańskiego I struktur, stworzyła w Schönstat samodzielny ruch, od tej pory ruchem szensztackim. Zaś zwolennicy zachowania starych struktur dostosowali je do wymogów nowego Soboru, przekształcając je w formę stowarzyszenia życia apostolskiego. W ferworze polemiki i poszukiwań ciągłości rozwojowej Stowarzyszenia z charyzmatem sięgano do samych początków powstania dzieła. Pod patronatem ówczesnego prowincjała, ks. H. Schulte podjęto żmudne badania historyczne, w celu udokumentowania ciągłości rozwojowej Stowarzyszenia z Pallottim. Rozpoczęły się próby ustalenia dokładnej daty powołania do życia Stowarzyszenia księży i braci pallotynów. Dzisiaj, ten sam proces wobec dotyczy Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego. Z tego też czasu obserwujemy swoisty renesans tradycji epifanijnej w całym Stowarzyszeniu i wzrost literatury na ten temat. Tym bardziej, że idea świętowania Trzech Króli była mocno zakorzeniona w niemieckiej tradycji. Wszak, od średniowiecza katedra w Kolonii szczyci się posiadaniem relikwii Mędrców ze Wschodu.

Pewnym pokłosiem idei powrotu do źródeł, a także bliskich więzi naszych prowincji, utrwalił się zwyczaj organizowania uroczystości epifanijnych w Polsce. Szczególnie uroczysty charakter miały one przy okazji obchodów kanonizacyjnych Założyciela. Nawet po oficjalnej rezygnacji z obchodów Oktawy Epifanii na rzecz włączenia się Stowarzyszenia w ogólnokościelne obchody Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan, pewne zwyczaje przetrwały dzięki osobistemu uwrażliwieniu i pamięci zwolenników zachowania pallotyńskiej tradycji w Kościele.

III. Charyzmat apostolski w blasku misterium Objawienia Pańskiego

Bambino JesusPowoływanie się na ducha Założyciela, niejako zmusza nas do zwrócenia baczniejszej uwagi na pewną tajemnicę Objawienia Pańskiego w duchowości apostolskiej Pallottiego. Odkrywaniu tej tajemnicy nie pomagają próby szukania prostych odpowiedzi na pytanie: czy i jak przywrócić pallotyńską tradycję obchodów Epifanii? Była ona zaledwie zewnętrznym wyrazem i historyczną manifestacją apostolskiego ducha, którego Pallotti zaczerpnął z tajemnicy Objawienia Pańskiego, a którą Kościół upamiętnia osobnym świętem.

W stosunku do Bożego Narodzenia Epifania jest świętem starszym i pierwotnym. W historii nadawano jej różną rangę, zmieniała się interpretacja i wyraz liturgiczny, ale w kalendarzu Kościoła, pod datą 6 stycznia to święto zawsze istniało. Tak było za czasów Pallottiego i tak pozostaje do dzisiaj. W tym sensie możemy mówić o pewnej linii rozwojowej nie tyle samego święta, co idei, która przyświecała podtrzymaniu święta. Na tej linii pojawia się postać Pallottiego, który ówczesnej, tradycyjnej i kościelnej interpretacji święta Trzech Króli, nadał specyficzną rangę i własną interpretację do tego stopnia, że rzymskie obchody Oktawy Epifanii uczynił świętem całego Kościoła i w samym sercu Kościoła. Były one centralnym obchodem Kościoła rzymskiego, uroczystością papieskiego Rzymu. Pallotti był nie tylko inicjatorem(spiritus movens) tej idei, ale koordynatorem i osobą bezpośrednio odpowiedzialną za papieskie obchody Oktawy Epifanii w Rzymie. W tym sensie Pallotti wpisuje się w szereg wybitnych postaci Kościoła rzymskiego i charyzmatycznych interpretatorów tajemnicy Objawienia Pańskiego w ówczesnym Kościele. Tajemnica Epifanii była treścią jego życia i dopełniła się w śmierci Apostoła Rzymu. Pozostawił po sobie trwały ślad w XIX-wiecznych dziejach Kościoła rzymskiego.

Obchodzona 6 stycznia uroczystość Epifanii ma też inne znaczenie teologiczne. O ile Boże Narodzenie skoncentrowane jest na upamiętnieniu historycznego faktu ludzkich narodzin Chrystusa, o tyle odwrotnie: Epifania była świętem upamiętniającym tajemnicę boskiego objawienia się Chrystusa światu i ludziom. Dlatego łączy w sobie trzy elementy, które razem tworzą jedną całość objawienia Boskości Chrystusa: Pokłon Mędrców, Chrzest Chrystusa w Jordanie i Cud Chrystusa w Kanie Galilejskiej. Te trzy tajemnice były źródłem ustalenia starochrześcijańskiej zasady życia religijnego, która tworzyła wzajemnie powiązany ciąg logiczny: zasada wiary - zasada kultu - zasada życia (łac. lex orandi - lex credendi - lex operandi).

Zasada wiary opierała się na Bożym objawieniu w Chrystusie, który jest fundamentem wiary Kościoła, który jest społecznością różnych ludów i narodów. Jego przyjściu towarzyszyły nadzwyczajne znaki mówiące o Jego boskości, wśród nich światło – atrybut objawiającego się Boga, który przywiódł przedstawicieli ludów Wschodu. Z wiary w Bóstwo Chrystusa, potwierdzone znakami z nieba wynika wiara i kult Kościoła. Kościół jest społecznością ludzi uzdrowionych - ochrzczonych i napełnionych Duchem Świętym. Tę prawdę potwierdza chrzest Chrystusa w Jordanie. Stąd Epifania na prawosławnym Wschodzie nazywa się popularnie „Świętem Jordanu”. Poświęcana wówczas woda podawana jest chorym i słabym, bo objawiający się Chrystus jest Lekarzem duszy i ciała ludzkiego. Ofiarowana wcześniej przez Mędrców mirra, w tradycji Wschodu była lekiem, darem oznaczającym Boskiego Lekarza.

Odrębną i dla nas niezwykle istotną jest tajemnica Cudu w Kanie Galilejskiej. Tajemnica Pokłonu Mędrców i Chrztu w Jordanie może być rozumiana jako wezwanie do pielęgnowania żarliwej wiary, wiary bezwzględnej, graniczącej z pewnością, bo potwierdzonej ewidentnymi znakami i cudami. Tę wiarę winna zachować, strzec jej i nią żyć na co dzień społeczność ochrzczonych, ludzi uchrystusowionych, która jest jedynym i autentycznym Kościołem Jezusa Chrystusa. Jak Chrystus, wszyscy ochrzczeni są społecznością dzieci szczególnie umiłowanych przez Boga i wezwanych do współpracy. Pozostaje problem wzajemności ochrzczonych. Jak człowiek ma żyć, by pozostać stróżem tajemnicy Objawienia i sprostać odpowiedzialności za dar tak wielkiego powołania od Boga. Odpowiedzią jest tajemnica Cudu Jezusa w Kanie Galilejskiej. Słyszymy tam słowa Maryi: „zróbcie wszystko, co każe wam Syn”. Z tych trzech elementów pozostała prosta zasada: Ufać i wierzyć mocno Bogu i robić wszystko, co w naszej mocy. Reszty dokona sam Bóg, bliski, bo objawiający się w świecie, Kościele i naszym życiu.

 Ta starochrześcijańska zasada była czytelna w Kościele starożytnym dzięki celebracji tajemnicy Epifanii w jej pierwotnym znaczeniu. Jednak, w chrześcijaństwie tradycji rzymskiej pojawiło się nowe święto - Boże Narodzenie – o innej wymowie ideowej. Przy starochrześcijańskiej tradycji pozostały tylko te Kościoły, które w szczególny sposób utożsamiały się z tajemnicą pokłonu Magów: Kościoły w Mezopotamii i Persji, które w postaciach Mędrców dopatrywały się przedstawicieli trzech narodów wchodzących w skład ówczesnego imperium perskiego, zwanego imperium Wschodu: państwa Partów, Armenii i Indii. Ostatecznie, Kościoły: Armenii, Persji i Indii nie przyjęły rzymskiej tradycji Bożego Narodzenia i pozostały przy tradycji Epifanii, obchodzonej 6 stycznia, jako głównego święta ku czci Chrystusa objawiającego się światu. Pozostali też przy swej starożytnej zasadzie życia. Wkrótce z piętnem herezji odpadli od jedności, zamknęli się w swych narodowo-religijnych wspólnotach na islamskim Wschodzie, a świat chrześcijańskiego Zachodu o nich zapomniał.

Pogrążający się w duchowości inkarnacyjnej chrześcijański Zachód, zapomniał także o trzeciej części misterium Objawienia – o Kanie Galilejskiej. Dwa pierwsze misteria: Pokłon Mędrców i Chrzest w Jordanie zawsze jakoś tam funkcjonowały w kalendarzu liturgicznym, jako święta towarzyszące Bożemu Narodzeniu. Gorzej ma się rzecz się z Cudem w Kanie, z którego wynika zasada chrześcijańskiego życia (lex operandi), jakże istotna dla właściwego rozumienia życia z wiary, chrześcijańskiego zaangażowania i moralności. Ten element stał się całkowicie nieobecny, jako norma życia duchowego. Z pierwszych dwóch elementów: wiary i liturgii próbowano tworzyć pewien model życia religijnego, jednak brak elementu dynamicznego powodował, że była to pobożność ilościowa, skoncentrowana na sprawności gromadzenia i pomnażania duchowych dóbr dla siebie i dla innych.

Pewnym wyłomem była humanistyczna duchowość św. Franciszka Salezego. Jednak inne były motywy jej powstania. Pojawiła się w czasach reformacji, jako reakcja na kalwińską doktrynę o predestynacji. Wówczas katolicki biskup Lozanny udowodnił, że w pewnym sensie Kalwin ma rację. Istnieje coś, co można nazwać przeznaczeniem. Jednak to przeznaczenie działa tylko w jednym kierunku: wszyscy ludzie są przeznaczeni przez Boga do świętości. Zbudowana na tej zasadzie duchowość humanistyczna za podstawę chrześcijańskiego zaangażowania przyjęła zasadę chrześcijańskiej odpowiedzialności za wiarę i Kościół.

Ten model powszechnego zobowiązania do obrony wiary przyjął się w Kościele katolickim. Jego renesans przypada na okres przebudzenia religijnego w XIX i XX w. Był to jednocześnie czas przemian społecznych i politycznych w Europie i czas budowania nowego ładu w świecie. Pojawienie się ruchów laickich mocno naruszyły struktury Kościoła i zagrażały mu od wewnątrz. Nie wystarczyła już tradycyjna duchowość nastawiona na zewnętrzną obronę. Potrzebne było wewnętrzne wzmocnienie Kościoła, który zmieniał się wraz z procesem społecznej i politycznej emancypacji ówczesnego świata. Przejawem zmian w chrześcijańskiej mentalności był szereg inicjatyw o charakterze misyjnym i apostolskim, które, w swojej warstwie ideowej, były rozwinięciem duchowości humanistycznej św. Franciszka Salezego. Z tym, że wówczas pojęcie misji i apostolstwa rozumiano zamiennie, jako obronę, umacnianie i rozkrzewienie wiary swojego Kościoła. W nurcie tej XIX-wiecznej mutacji duchowości św. Franciszka Salezego realizowała się aktywność apostolska Wincentego Pallottiego. Jej zewnętrzne przejawy widoczne są, zwłaszcza w okresie jego działalności do 1835 r., do daty granicznej, związanej z powołaniem w Kościele powszechnym „Apostolatu Katolickiego” dla rozszerzania, umacniania i obrony katolickiej wiary.

Jako bezpośrednią przyczynę zainteresowań apostolstwem Pallottiego wskazuje się na grupę gorliwych katolików wschodnich, którzy postanowili wydać w Rzymie niewielką książeczkę religijną w języku arabskim. Miała być pomocą dla tamtejszych szkół. Krótka na ten temat wypowiedź Pallottiego w „Zarysie Apostolstwa Katolickiego” umyka uwadze czytelnika w świetle dalszego opisu (Wybór Pism, t. 1 s. 61). Jest ona niezwykle ważną dla nas informacją. Mówi nam, co tak naprawdę zdarzyło się w jego życiu i jaki to miało wpływ na idee jego życia. Pozwala nam także zrozumieć, dlaczego służył jej z takim poświęceniem i w stopniu heroicznym. Wreszcie, pozwala zauważyć fundament, ów trzeci element tajemnicy Epifanii, na którym osadził ideę apostolatu wszystkich ochrzczonych, popularnie zwaną apostolatem świeckich. Zanim się to stało idea Epifanii przebyła swoją drogę ze Wschodu do Rzymu w żywej wierze chaldejskich katolików. Oni stali się jej apostołami w Rzymie.

Przez ponad dziesięć wieków świat niewiele wiedział o Apostolskim Kościele Wschodu, zwanym potocznie i całkiem niesłusznie „nestoriańskim”. Z czasem, za sprawą pracujących na Wschodzie misjonarzy katolickich dochodziło do pewnego zbliżenia, czasami do sporadycznie nawiązanych unii z tym Kościołem. Taką unię zawarto w XVI w. z „nestorianami” zamieszkującymi niedostępne tereny Turcji, Persji i Kurdystanu (dzisiejsze pogranicze Iraku, Iranu i Turcji). Dla uniknięcia zbitki „katoliccy nestorianie” nazwano ich chaldejczykami. Unia była krucha. Na początku XVIII w. jeden z patriarchów przystąpił do unii z Rzymem, potem się wycofał. W jedności z Kościołem w Persji, pozostał jeden chaldejski biskup, trzech księży i kilka tysięcy wiernych w okolicy Urmii, nad jeziorem Wan. W tureckiej części Kurdystanu trwały pertraktacje unijne z miejscowym patriarchą. Przeszkadzali w tym przedstawiciele Anglii, zwłaszcza katolickiej Francji, która zdobyła prawa patronatu nad katolickimi misjami. W celu wyjaśnienia sytuacji wysłano do Rzymu Tomasza z Alkosz (starożytna Niniwa), znanego jako Tomasz Alkusci, przedstawiciela patriarszego rodu Magdasi i nieformalnego rzecznika swego Kościoła przy Stolicy Apostolskiej. Tomasz był w Rzymie redaktorem ksiąg liturgicznych i profesorem języków wschodnich w Kolegium Kongregacji Propagandy Wiary, gdzie studiowało również kilku księży chaldejskich, wśród nich jego siostrzeniec Józef Audo. Było to środowisko, z którym blisko związany był Pallotti.

W taki oto sposób zeszły się w Rzymie drogi Pallottiego z przedstawicielami Kościoła chaldejskiego, w którym żywe były tradycje duchowości epifanijnej. Jej efektem była żarliwa wiara Tomasza, przywiązanie do tradycji swego Kościoła, gorliwość, ale przede wszystkim jego zadziwiające i pełne poświęcenia oddanie sprawie Kościoła. Wszak był człowiekiem świeckim. Nic dziwnego, że znajomość tych dwóch postaci przemieniła się w przyjaźń i współpracę. Na ręce Tomasza spływały prośby, przybywały do niego delegacje ze Wschodu z prośbą o pomoc. Z tą wspólnotą wiąże się sprawa druku owej książki w języku arabskim dla chaldejskich szkół w Turcji, która posłużyła Pallottiemu za motyw do powołania w 1835 r. w Kościele Rzymu ruchu apostolskiego dla całego Kościoła, pod nazwą Apostolatu Katolickiego dla umacniania i rozkrzewiania wiary w Kościele. Jego współzałożycielem i pierwszym świeckim członkiem nowo powołanej przez Pallottiego wspólnoty był Tomasz Alkusci.

Był to ruch przebudzeniowy o charakterze odnowicielskim, apostolskim i misyjnym dla Kościoła i w Kościele katolickim. Integralną jego częścią były wschodnie Kościoły unijne, wśród nich Kościół chaldejski. Ponieważ Tomasz Alkusci był przedstawicielem swego Kościoła w Rzymie, wszystkie prośby i sprawy kierowano na jego ręce. Nic więc dziwnego, że przedmiotem szczególnej troski Apostolatu była pomoc temu Kościołowi. W ramach pomocy podjęto ambitny plan budowy świątyni i kolegium dla wspólnoty w perskim Kurdystanie i pomoc rozproszonym wspólnotom chaldejskiej diaspory, do której wracali księża po ukończeniu studiów. Należąc do Apostolatu, szerzyli idee w swoich wspólnotach. Dzięki temu wielu katolików chaldejskich na Wschodzie należało formalnie do Katolickiego Apostolatu. Potwierdzają to listy ze Wschodu do Pallottiego, z prośbą o dyplomy przyjęcia dla nowych członków.

Wkrótce, przyniesiona ze Wschodu do Rzymu i pielęgnowana przez chaldejskich przyjaciół tradycja świętowania Epifanii, jako święta wszystkich ochrzczonych, stała się sztandarowym świętem Katolickiego Apostolatu. Rzymskie obchody Oktawy Epifanii wyrosły na potężną manifestację wiary Kościoła, piękna jej jedności i wielości wyrazu, i co najważniejsze, manifestacją siły chrześcijańskiego ducha. Nic dziwnego, że wkrótce Oktawa stała się dla Pallottiego jakby syntezą jego myśli, żywym obrazem całego jego dzieła. Co najważniejsze, tajemnica Objawienia Pańskiego była źródłem dla jego idei apostolskiej duchowości. Jakiej rangi były to uroczystości? Rzymska Oktawa Epifanii była wydarzeniem na skalę Stolicy Apostolskiej i całego Kościoła.

Pallotti zebrał i zaangażował całą ówczesną „śmietankę Rzymu”. To była uroczystość papieska, gromadząca tysiące wiernych, co na owe czasy było osiągnięciem nadzwyczajnym. Była precyzyjnie przygotowana od strony logistycznej i teologicznej. Z odpowiednim porządkiem, reklamą i oprawą. Otwierał ją w imieniu papieża kard. Wikariusz Rzymu. Na głównych placach Rzymu kardynałowie i wybitni kaznodzieje zachęcali wiernych do udziału. Kaznodzieje i spowiednicy służyli tysiącom wiernych. Cały ceremoniał był pomyślany, jako uroczystość Kościoła i miasta Rzymu, miasta papieskiego i centrum Kościoła powszechnego. Dlatego osobiście papież Pius IX i przedstawiciele Kurii Rzymskiej byli zainteresowani, angażowali się i wprost zabiegali o jej splendor.

Kiedy papież Pius IX na zakończenie uroczystości w 1847 r. pochwalił Pallottiego, że zgromadził ponad 10 tysięcy ludzi i rozdano kilkanaście tysięcy komunii, Pallotti skrzywił się i coś mruknął. Wtedy papież powiedział: „A mówiłem, że Don Vincenzo znowu będzie zrzędził”. Pallotti był niezadowolony, bo dobrze widział ile jeszcze trzeba włożyć wysiłku, by Epifania ogarnęła cały Rzym i cały Kościół. Wiedział, że w tajemnicy Epifanii zawiera się cała prawda o chrześcijańskiej wierze, pobożności i chrześcijańskim powołaniu. Dlatego zrobił wszystko, co w jego mocy, zgodnie z poleceniem z Kany Galilejskiej: „Zróbcie wszystko, o co prosi Syn”. Nie słowem, ale czynem dopowiedział i przypomniał zagubione ogniwo starochrześcijańskiej zasady lex orandi - lex credendi - lex operandi, w której, wynikająca z tajemnicy Cudu w Kanie  lex operandi, w zależności od dwóch wcześniejszych (zasady wiary i pobożności),  pełni rolę fundamentu dla określenia zasad powołania chrześcijańskiego, jako powołania apostolskiego w Kościele. Jego bezgraniczna wiara, głęboka pobożność i całkowite zaangażowanie w budzenie apostolskiego ducha w Kościele nie tylko potwierdza jego świętości, ale jest świadectwem, że w zakresie teologii apostolstwa ma jeszcze dużo do powiedzenia Kościołowi i w Kościele.

IV. W świetle nowego poranka. Współczesny chaldejski Wschód

Jakie były dalsze losy chaldejskich przyjaciół Pallottiego, misjonarzy duchowości epifanijnej w Rzymie? Tomasz Alkusci w 1840 r. przeprowadził się do mieszkania przy kościele Santo Spirito i mieszkał tam z Pallottim. W tym samym roku złożył w Kongregacji Propagandy Wiary obszerny memoriał o stanie swego Kościoła. Umarł na jego rękach 22 grudnia 1843 r. Jego siostrzeniec Józef Audo wrócił do Bagdadu i w 1848 r. został wybrany patriarchą Kościoła chaldejskiego (1848-1878). Jako Mar Józef VI był jednym z najwybitniejszych patriarchów swego Kościoła. W archiwum Generalatu pozostały „Akta chaldejskie”, szczególnie listy od przyjaciół, świadectwa wielkiego zaangażowania Pallottiego i wielkiej troski wobec tak bliskiego mu Kościoła. Również  są świadectwem wpływu przedstawicieli Kościoła chaldejskiego w Rzymie na kształtowanie się idei apostolskich Pallottiego.

Niewiele się zmieniło na chaldejskim Wschodzie. W rodzinie Magdasi, z której wywodził się Tomasz Alkusci było jeszcze dwóch biskupów, którzy ponieśli śmierć męczeńską w czasie pogromów tureckich w 1915 r. Dzisiaj, podobnie, jak za czasów Pallottiego, niewiele zmieniło się na Bliskim Wschodzie. W rodzimym mieście Tomasza - Alkosch w Iraku, biskupem jest kolejny krewny: Mar Mikha Pala Magdassi. Również kolejnym biskupem w linii jego siostrzeńca jest dzisiaj Mar Antoin Audo, jezuita, biskup chaldejczyków w Aleppo, w Syrii. Obydwaj są szczerze zainteresowani i mile zaskoczeni rzymską przeszłością swych starszych krewnych. Dla Stowarzyszenia może być to niezwykle owocnym spotkaniem po wiekach z żywą i jakże zadomowioną w naszej historii tradycją. Zwłaszcza, że bp Audo T.J. zajmuje się duchowością swego Kościoła, często bywa zapraszany na międzynarodowe sympozja. Często bywa też w Rzymie, gdzie zachowały się pamiątki, dokumenty i opracowania. Od lat próbuję tą sprawą zainteresować nasze gremia, zwłaszcza osoby odpowiedzialne za pallotyński charyzmat i tradycję. Jak do tej pory bezskutecznie.

Od 2003 r., czasu amerykańskiej inwazji na Irak chaldejczycy stali się celem islamskich fundamentalistów. Codziennie giną za wiarę. Wielu uciekło z Iraku, wielu schroniło się w kurdyjskiej części kraju. Trwają prześladowania i trwa ich exodus z Iraku. Tysiące uchodźców znalazło schronienie w sąsiadującej Syrii i Jordanii. Jak za czasów Pallottiego, otwarte pozostaje pytanie: jak im pomóc w kraju? Jak pomóc im wrócić do domu? W duchu chrześcijańskiej solidarności z ofiarami wojny, strachu i biedy rodzą się pewne inicjatywy. Powstała także specjalna fundacja, która postawiła sobie z cel pomoc chaldejskim imigrantom w powrocie do domu. W okolicach Mosulu w Iraku, w miejscowości Carakosh żyje ponad 60 tysięczna społeczność chrześcijan, do której nie dociera pomoc z zewnątrz. Pracują tam siostry franciszkanki i dominikanki. Brakuje szkół, przedszkoli i domów dla sierot. We współpracy z siostrami powstał projekt pomocy w ramach powołanej w tym celu fundacji (szczegóły na http://www.annmedia.eu/layout_produkt.php ).

Konkluzja

Bambino JesusRzymskie uroczystości Oktawy Epifanii urzekały swoim pięknem różnorodności, ale jeszcze bardziej ujmują tym, co dla oczu niewidzialne, głębią idei, którą zaledwie wyrażają obrzędy. Dlatego Pallotti robił wszystko, co w jego mocy, by w czasie Oktawy Epifanii, jak przy źródle zgromadzić cały Kościół. Wskazywał na świątynię, jako miejsce uświęcenia, umocnienia wiary i błogosławieństwa. Z tym błogosławieństwem rozsyłał wiernych do różnych środowisk, aby tam czynili wszystko, co w ich mocy Ad Infinitam Dei Gloriam i Ad Salvandas Animas własnej i bliźnich. W ten sposób pogodził dwie drogi duchowości chrześcijańskiej. Pierwszą, która mówi, że Bóg jest chwałą człowieka, a drugą, że żyjący człowiek jest chwałą Boga. Pallotti w swej idei apostolskiej głównie kładł nacisk na życie Boże w człowieku, jako źródle aktywności apostolskiej. Tego nauczył się od chaldejczyków. 

Z tej wielce pouczającej przygody Pallottiego z tajemnicą Epifanii najbardziej wymowna jest jego śmierć. Trochę szkoda, że ten ważny fakt zdominowały ckliwe opowiastki całkowicie oderwane od realiów życia i rangi posługi, jaką spełniał wówczas Pallotti na rzecz rzymskiego Kościoła. Jako ksiądz wniósł osobisty dar – charyzmat kapłaństwa, którym ubogacił cały Kościół. Realizował go nie przez celebrację kapłaństwa dla samego kapłaństwa, ale przez dzielenie się charyzmatem własnego kapłaństwa w życiu całkowicie oddanym dla Kościoła. W tym kontekście, owo śmiertelne wyczerpanie brzmi, jak apostolska instrukcja do właściwej interpretacji słów wypowiedzianych podczas pierwszego cudu w Kanie Galilejskiej: „uczyńcie wszystko, co każe wam Syn” i odnoszącej się wprost do wymogów pracy apostolskiej w Kościele. W 1850 r., w blasku obchodów ostatniej z organizowanych w swoim życiu Oktawy Epifanii dla Rzymu uczynił to w stopniu heroicznym. W ten sposób pozostawił Kościołowi przygotowane i wypróbowane dzieło. Pozostawił ideę, która ma szanse odrodzić Kościół i zmienić świat. Tak dla Pallottiego, jak i dla nas punktem odniesienia pozostaje wciąż ta sama i zawsze żywa tajemnica Objawienia Pańskiego. Z jednym warunkiem, że w duchu głębokiej wiary zrobimy wszystko, co w naszej mocy dla obrony, umacniania i pomnażania wiary całego Kościoła. Reszty dopełni Bóg – Miłość Nieskończona.

Ks. Andrzej Kaim SAC